Najczęściej wyszukiwane:

O tradycjach sylwestrowych opowiada dr Ewelina Maria Kostrzewska, badaczka kultury z Uniwersytetu Łódzkiego

Sylwester to noc pełna symboli, emocji i społecznego przyzwolenia na przekraczanie codziennych norm. O dawnych i współczesnych znaczeniach tej wyjątkowej daty, rytuałach przejścia, fajerwerkach, przesądach i możliwej przyszłości sylwestrowych obchodów opowiada dr Ewelina Maria Kostrzewska z Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego.

Opublikowano: 31 grudnia 2025
Do siego roku - grafika
  • Kacper Szczepaniak: Dlaczego Sylwester jest jednym z nielicznych dni w roku, kiedy społecznie „wolno więcej” – hałas, alkohol, przesada? Skąd ta kulturowa zgoda na chaos?

Dr Ewelina Maria Kostrzewska: Zwyczaj uroczystego żegnania starego roku i witania nowego posiada na ziemiach polskich wcale nie tak długą tradycję – przywędrował do nas na przełomie XIX i XX wieku. Początkowo był popularny jedynie w dużych miastach i wśród zamożnych warstw społeczeństwa. Dopiero z czasem rozpowszechnił się w mniejszych miasteczkach i na wsiach.

1 stycznia uczyniono dniem wolnym od pracy w 1924 roku na mocy rozporządzenia prezydenta Rzeczypospolitej. Początkowo świętowanie Sylwestra w niczym nie przypominało dzisiejszych obchodów. Pierwsze huczne zabawy sylwestrowe pojawiły się w dwudziestoleciu międzywojennym. Często bale czy spotkania odbywały się już w Nowy Rok, który uznawano za ważniejszy od samego Sylwestra.

Sposób świętowania przypominał połączenie zwyczajów bożonarodzeniowych i andrzejkowych. Gdy zapadał zmierzch, udawano się do kościołów, gdzie odprawiano nabożeństwa, po czym wracano do domów i zasiadano do uroczystej kolacji. W wielu przypadkach przypominała ona wieczerzę wigilijną, z tą różnicą, że nie ograniczała się do najbliższej rodziny i nie miała charakteru postnego – stąd czasem nazywano ją „tłustą wigilią”.
Na stołach królowały potrawy mięsne, słodycze oraz trunki alkoholowe, co miało zapewnić pomyślność w Nowym Roku. Dziś często bawimy się hucznie, ale coraz częściej wybieramy też inne formy spędzania Sylwestra: w kameralnym gronie przyjaciół, na stoku narciarskim czy nad morzem. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy przesadzamy ze świętowaniem, ale czy jest to chaos, czy raczej brak umiaru – to już kwestia interpretacji. Z pewnością warto zachować zdrowy rozsądek, by bawić się dobrze, ale i bezpiecznie.

  • Fajerwerki – zachwyt, hałas, kontrowersje. Jaką symboliczną funkcję pełnił ogień i huk w dawnych obrzędach przejścia i czy dziś to tylko rozrywka? Skąd się wzięła ta tradycja?

Historia fajerwerków jest bardzo długa i wywodzi się z Chin, gdzie prażono bambus, wierząc, że huk odstrasza złe duchy i przynosi szczęście. Złota era fajerwerków nastała po wynalezieniu – również w Chinach – czarnego prochu. Wynalazku tego dokonano najpewniej przypadkowo, gdy chińscy alchemicy poszukiwali eliksiru nieśmiertelności i mieszali różne substancje.

W Europie kariera fajerwerków rozpoczęła się w średniowieczu. Szczególnie popularne były we Włoszech, a w Polsce pojawiły się już w XVI wieku – na przykład fajerwerkami uczczono urodziny króla Zygmunta III Wazy. Z czasem stały się ważnym i charakterystycznym elementem zabaw noworocznych, zastępując dawne obrzędy. Dziś symbolizują nowy początek i nadejście Nowego Roku.

Fajerwerki niosą ze sobą bogatą symbolikę: radości, pomyślności, przezwyciężania dawnych lęków. Ogień ma moc oczyszczającą i otwierającą przestrzeń dla tego, co nowe. Warto jednak pamiętać, że polskie sylwestrowe zwyczaje i przesądy daleko wykraczały poza same pokazy pirotechniczne.

  • Czy Sylwester to bardziej święto przyszłości („nowy początek”), czy zamykania starego – i jak Polacy radzą sobie z tym momentem przejścia?

I jedno, i drugie. Hucznie żegnamy stary rok i witamy nowy – jest to swoisty rytuał przejścia, zamknięcia i otwarcia jednocześnie. To święto graniczne, mające swoje korzenie w starożytności.

Pierwszy Sylwester, w dzisiejszym rozumieniu, odbył się w 999 roku. Choć był to dzień radosny, wiązał się jednocześnie z obawą przed końcem świata, opartą na przepowiedniach Sybilli, wedle których w 1000 roku miał nastąpić kres istnienia świata.

31 grudnia 999 roku witano więc ze strachem i bojaźnią. Sprawcą końca świata miał być potwór Lewiatan, więziony przez papieża Sylwestra w lochach Watykanu. Bestia miała się przebudzić, wydostać z więzienia i ziejąc ogniem zniszczyć niebo i ziemię.

Kiedy jednak dzień ten dobiegł końca, a o północy Lewiatan się nie obudził, powszechny strach zmienił się w żywiołową radość. Ludzie wybiegli na ulice, składali sobie życzenia i świętowali w świetle pochodni, a papież Sylwester udzielił błogosławieństwa urbi et orbi na nowy rok, wiek i tysiąclecie. W ten sposób radość z przetrwania świata zapoczątkowała zwyczaj uroczystego świętowania Nowego Roku, zwanego od imienia papieża Sylwestrem.

  • Dlaczego tak bardzo potrzebujemy „magicznej godziny zero” – odliczania, toastu, życzeń – nawet jeśli wiemy, że następny dzień bywa zwyczajny?

Lubimy mieć „nowy początek”, szukać lepszej wersji siebie i wierzyć, że w Nowym Roku osiągniemy to, czego nie udało się w roku ubiegłym. Dlatego w styczniu siłownie pękają w szwach, a w sklepach pojawiają się oferty sportowe i zdrowa żywność na pierwszych stronach gazetek reklamowych.

Nowy Rok niesie nadzieję na zmiany, wyzwania, rozwój i samorealizację. To, czy uda się je osiągnąć, zależy jednak od naszej motywacji i determinacji – jednym słowem: od nas samych. „Godzina zero” może w tym pomóc, ale nie wykona za nas całej pracy.

  • Wróżby, postanowienia noworoczne, czerwone majtki, szampan o północy – co te drobne rytuały mówią o naszych lękach i nadziejach?

Wierzono, że jeśli komuś uda się żartem „okraść” inną osobę, cały nadchodzący rok będzie szczęśliwy – stąd symboliczne kradzieże. Strzelano z batów, co miało gwarantować szczęście i urodzaj. Aby zapewnić sobie powodzenie, wypiekano specjalne chlebki zwane bochniaczkami lub szczodrakami, którymi obdarowywano domowników i karmiono bydło, by dobrze się chowało.

Ważne było również zakończenie starego roku w zgodzie i pokoju, aby w takim nastroju powitać Nowy Rok. Sylwestrowy wieczór przebiegał w radosnej atmosferze, dopuszczano różnego rodzaju żarty i psikusy, które były wybaczane. Starano się też przewidzieć przyszłość – wróżono na przykład z roztopionego wosku, ołowiu lub cyny.

Wróżono również z bąbelków szampana: unoszące się spokojnie do góry zapowiadały spokojny rok, poruszające się chaotycznie – zmiany. Wierzono, że nie należy zmieniać obrusa aż do święta Trzech Króli, co miało gwarantować pomyślność. Unikano także prania, aby nie „zaplątać złych duchów”.

Próbowano też przewidywać pogodę, o czym świadczą przysłowia ludowe, takie jak: „Jaki dzień sylwestrowy, taki czas lipcowy” czy „Jak Nowy Rok jasny i chłodny, cały roczek pogodny i płodny”.

Założenie czerwonej bielizny w sylwestrową noc miało przynosić szczęście i miłość w nadchodzącym roku – zwyczaj ten znany był m.in. we Francji, Hiszpanii i we Włoszech, gdzie przed Sylwestrem pojawiają się stragany pełne czerwonej bielizny, zarówno damskiej, jak i męskiej. Być może tradycja ta przywędrowała z Chin, gdzie czerwień ma bardzo pozytywne znaczenie. Tak czy inaczej, przesądów związanych z początkiem Nowego Roku jest wiele – mają one jedno zadanie: zapewnić pomyślność i uchronić przed pechem.

  • Coraz częściej mówi się o ograniczaniu fajerwerków ze względów społecznych i ekologicznych. Czy to znak zmiany wrażliwości kulturowej, czy tylko chwilowy trend?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z pewnością jest to przejaw rosnącej wrażliwości społecznej i ekologicznej – troski o zwierzęta, środowisko przyrodnicze, ale także o naszą przestrzeń i strefę komfortu, wolną od hałasu, dymu i przebodźcowania. Trudno dziś ocenić, czy jest to trwała zmiana, czy jedynie chwilowy trend inspirowany ideą slow life.

  • Jak może wyglądać Sylwester przyszłości – ciszej, bardziej symbolicznie, a może wręcz przeciwnie: jeszcze głośniej i bardziej spektakularnie?

Futurologia daje tu ogromne pole do popisu. Być może królować będą wielkie bale na sto par w eleganckich wnętrzach rodem z Wersalu, z szampanem i kawiorem serwowanymi przez dystyngowanych kelnerów. A może częściej wybierać będziemy kameralne spotkania z najbliższymi w domowej, rodzinnej atmosferze.

Możliwy jest też Sylwester spędzony w małym drewnianym domku w lesie, górach czy nad morzem – z gorącą herbatą lub czekoladą, przy kominku, z książką lub Kindlem w ręku. Trudno dziś przewidzieć, która z tych wizji zwycięży. Najpewniej przyszłość przyniesie wiele wersji Sylwestra, a każdy znajdzie swoją. Najważniejsze, by nie zmuszać się do świętowania wbrew sobie i nie ulegać chwilowym modom, lecz spędzać ten czas tak, jak naprawdę lubimy. Bądźmy dla siebie dobrzy – nie tylko od święta.

Do siego Roku!

Rozmawiał: Kacper Szczepaniak, Centrum Komunikacji Marki UŁ
 

ul. Kamińskiego 27a
90-219 Łódź

Funduszepleu
Projekt Multiportalu UŁ współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR